Archidiecezjalne Dni Młodych

Od kiedy tylko pamiętam z chęcią jeździłem na takie wydarzenia jak Archidiecezjalne Dni Młodych, czyli w skrócie ADMy. Jednak nigdy się nie spodziewałem, że stanę się częścią, która będzie chyba to tworzyć. Nie mówię tu o roli uczestnika a o roli fotografa.

Stałem na scenie: “Przepraszam, dla kogo robisz te zdjęcia?” “Dla siebie, swojej parafii, i znajomych. A co?” odpowiedziałem już wystraszony myśląc, że dostanę zaraz zjebkę od jakiegoś gościa, który nie ma co robić i się tylko młodych ludzi czepia. “Podeślij trochę dla Ichtisu. Pewnie się przydadzą”. I tak od tej pory zaczęła się moja przygoda z Ichtisem no i z tym gościem, który miał mnie opieprzyć a tego nie zrobił – Maćkiem.

Pomysł na reportaż wziął mi się jeszcze przed wyjazdem. Taka impreza organizowana jest na majówkę. Propozycję fotografowania otrzymałem więc ciężko było mi odmówić. W firmie powiedziałem jedynie, że wyjeżdżam do Goleniowa. Biorę też mikrofon bo będę chciał wykorzystać moją obecność tam i zrobić materiał wideo. Mimo tego, że to (tak jak wcześniej wspomniałem) Goleniów, to byli ludzie z Chojny. Wyruszyłem więc na podbój nowej miejscowości. Z nawigacją w ręku. Do Goleniowa jak dojechać to wiem, problem tkwił w poruszaniu się po mieście.

Za nagrania wideo ponownie (jak w ubiegłym roku) odpowiedzialna była firma Destiny of Colors. Nie ukrywam, ucieszyłem się. Fakt ten, że oni są tu razem ze mną, wykorzystałem i zapytałem czy nie byłoby problemu aby pomogli mi zrobić krótki reportaż dla mojego ukochanego portalu. Nagrania odbywały się między jednym zadaniem a drugim. Poważnie. Nie mogliśmy znaleźć dla siebie czasu, bardziej oni dla mnie. A jak mieliśmy dla siebie czas to nie mogliśmy siebie odnaleźć. Ot taka ironia losu. Ale w końcu dopiąłem swego, uparłem się i postanowiłem za nimi biegać. Uznali, że zrobią to co mają zrobić i wezmą mnie. Wezmą na nagrania. Na szczęście nie byłem wymagający więc dużo taśmy nie zużyłem.

Jeżeli obejrzałeś kulisy powstawania programu to z pewnością zauważyłeś, w niektórych scenach, latającego “szczura” nad moją głową. To były moje pierwsza takie nagrania, w których dźwięk był nagrywany właśnie z tego kija. Mikrofon, który trzymam w ręce był tylko i wyłącznie ozdobą.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *