Paweł: “Pamiętam jak były motokrosy i jak prawie by cię przejechał jeden”

Do tego tematu miałem się zabrać … dawno. W zasadzie, to pisząc w tej chwili ten tekst nie pamiętam kiedy to wydarzenie się odbyło ale czy to takie ważne? Przecież można sprawdzić. Ważne, że pamiętam jak wyglądała tam ta praca. 

Impreza rozłożona była na dwa dni. W pierwszy dzień zrobiliśmy materiał “poważniejszy” tzn, nie był lifestylowy taki jaki chciałem to zrobić ale tę działkę zostawiłem sobie na drugi dzień.

Sprawdziłem! Był to 8 i 9 kwietnia. I teraz chciałbym się jednak bardziej skupić na drugim dniu. Ale zacznijmy od początku. Będzie szybko. Pierwszy dzień to materiał poważniejszy. Złapaliśmy Pana Andrzeja Rencza. Gościu wymiata. O co bym go nie zapytał z dziedziny motocrossu to odpowie. Poszło szybko a zarazem długo. Szybko – nikogo więcej nie potrzebowaliśmy, długo – na jedno pytanie mógłby opowiadać nocami. Widać że to kocha. Tak upłynął mi dzień pierwszy i widać że było to dobre.

Teraz dzień drugi (mówiłem, że pójdzie szybko). Kilka bitych godzin zbierania materiału. Pracowałem wówczas z Mateusz Dominiakiem (Dymas – gdybyś nie kojarzył/nie kojarzyła z pełnej nazwy). W końcu, przyszedł czas na materiał lifestylowy. Początkowe sceny nagrywane były z ryzykiem o utratę życia. Ustawiłem się przy torze, wówczas odbywały się zawody albo próbne przejazdy. Opłacało się tak poświęcać? no ba! Wyszło przepięknie. Pierwsza scena, czyli moje gadanie do widzów przed kamerą była powtarzana kilkukrotnie. Powód? Albo nie włączono mikrofonu, albo za cicho, albo tekstu zapomniałem albo mnie potrącili … znaczy się prawie. Trudno, może byłbym na pasku w TVNie.

Priorytetem było chwycenie ludzi przed kamerę. Ksiądz Marian Augustyn, Lubomir Sobol, Konrad Wiszniowski, Pan Marek Kugler no i … właśnie, tutaj miał być Kamil Wolicki ale się nie udało, tzn jeździł więc uznałem że zrobimy to inaczej. W końcu trochę miłosnych historii nam nie zaszkodzi. Przed kamerę wziąłem jego żonę – Magdę. No i fajnie. Było w końcu romantycznie.

Po zdobyciu prawie całego materiału przyszedł czas na obiad, tzn kiełbaskę z grila lub zapiekankę, jak kto woli. Następnie przydałaby się drzemka. Proste i w sumie banalne do zrobienia. Do redakcji nie chciało się wracać bo i tak chcieliśmy jeszcze nagrać ostatnie sceny z pucharami więc woleliśmy posiedzieć i poczekać. Ja wolałem się przespać … w aucie. Norma. W końcu nie pierwszy raz.

Po zdobyciu całego materiału należało odwieźć operatora do domu a siebie do redakcji. Trzeba było montować materiał. I tak w sumie upłynął mi dzień drugi, i wiem że to było fajne.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *